piątek, 17 czerwca 2016

BYSTRZYCA GÓRNA KOŚCIÓŁ


WIEŻA


zawsze miałam do wież sentyment,
zawsze mnie pociągały pięknem i tajemnicą




.
zwłaszcza gdy były gotyckie i stały na uboczu, gdzie bies mówi dobranoc.




.
Wyłania się taki cud z mgły i promieni i od razu można spuścić wyobraźnię ze smyczy. Hajda na bezdroża ! niech sobie pobuja w przestworzach ...




Buja, buja i nagle STOP !!! sygnał ostrzegawczy, w głowie ostry dzwonek: gdzie jest pion ?!! nie od bujania tu jesteś pani koleżanko ale od śledzenia! I z obłoków srrrru, spadam na ziemię - no faktycznie, dwie górne cebulki wieży dość wyraźnie odchylają się od pionu. Nie ma rady, czas wrócić do realnego myślenia, czas zakasać rękawy i zabrać się do roboty.



A teraz zmiana scenerii.
  W pełnym słońcu zgoła inaczej wieża wygląda.



Może nie tak romantycznie ale za to wyraźnie i z detalami. Fakt, w słońcu też piękna jest. Z drugiej strony paradoks - w pełnym oświetleniu i z bliska skrzywienia cebulek nie widać. Czyżby wina żabiej perspektywy ? O nie ! To wina ujęcia. Po prostu na tym zdjęciu cebulki lecą prościutko na mnie.




Bystrzyca Górna, niewielka miejscowość w Górach Sowich, malowniczo położona wśród wzgórz i zieleni. Zimą niewielki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny widoczny jest z oddali. Latem drzewa zasłaniają bryłę a z bliska trzeba głowę do góry zadzierać.


.
Pierwszy kościół na tym miejscu, jak podają teksty źródłowe, istniał już w 1376 roku. Obecny, wzniesiony został dużo później, bo w roku w 1854. Z pierwszego kościoła zachowała się jedynie ta pierwotna, średniowieczna, gotycka wieża. W czasach renesansu została nieco przebudowana a w roku 1617 zwieńczono ją cebulastym hełmem.




Kościół ma też swoją współczesną część, wkomponowaną w starą substancję. W projekcie zajmujemy się jednak tylko częścią zabytkową, wymagającą renowacji. Tyle o samym kościele, wracajmy do wieży.




Cebula na cebuli, na cebuli cebula, a na tej cebuli, jeszcze jedna cebula. Prawie jak w piosence. Książkowy przykład dwuprzeźroczowego hełmu.





.
Data wykonania hełmu doskonale widoczna jest na chorągiewce, wieńczącej repusowaną kulę. Ciekawe, co też tam w tej kuli jest ...




UWAGA ! 
wchodzimy na wieżę


.
Stare gotyckie przejście, chody niezbyt wygodne ale co tam.




.
Za to konstrukcja arcyciekawa !




.
Gdyby ktoś pytał - renesansowa.




.
Nowe wino w starych kadziach ... czyli bardzo nowoczesny dzwon, zawieszony na bardzo starych mechanizmach.




.
Dzwon dzwoni świetnie ale żeby tak bardzo mi się podobał to nie powiem. Tyle, że dzwon jest do słuchania, nie do oglądania, więc się czepiam.






.
A to co ? bies się powiesił ?
Ogonem łaskawca machnął, ubrał ornat i na Mszę chciał zadzwonić ...
ale się biedakowi nie udało, oj, nie udało.


*


A TERAZ GRZECZNIE IDZIEMY
narysować wieżę

Proszę bardzo - oto fazy budowania modelu konstrukcji w przestrzeni,
czyli w płaszczyznach x, y, z . Mówiąc ludzkim językiem - model 3D .




.
Podstawowe elementy konstrukcji najlepiej widać w ostrych kolorach.



.
Dokładamy następne elementy. Wszystkie  pomierzone w naturze.



.
W rezultacie tak ostatecznie wygląda układ elementów nośnych hełmu. Czworoboczny rzut wieży przechodzi na górze w ośmiobok i dopiero na tym ośmioboku zakładane są cebulki.





.
Wieża od kuchni. Pierwsza, największa cebulka. Za przezroczystą powłoką można sobie podejrzeć, jak toto się trzyma i co na czym stoi.


.
Następna faza budowania modelu. Wygląda tak jakoś lekko, zwiewnie, nawet trochę bajkowo. I pomyśleć, że każda kreska jest tu wprowadzona matematycznie. Wszystkie elementy zostały bardzo dokładnie zmierzone.



.
Czas nałożyć koszulkę na nasz model. Bez zróżnicowania faktur, bo to model wyłącznie poglądowy. Pełny rysunek inwentaryzacyjny, z dokładnymi detalami i fakturami, jest rysunkiem płaskim, technicznym. Nie pokazuję bo na tak małym obrazku wymiarowanie elementów zaciemnia doszczętnie wszystko.Inwentaryzacja to początek drogi. Teraz czeka nas mrówcza praca, czyli projekt prac zabezpieczających i renowacji, nie tylko starej wieży ale i snowszych, dziewiętnastowiecznych elewacji.




 Głowa do góry - ostatnie spojrzenie na wieżę. 
  A teraz w pieriod, anawa, czyli do projektu marsz !


*

Na koniec jeszcze wierszyk. Dobrze jest sobie taki recytować,  gdy się wchodzi, z wywalonym językiem, na ósmy stopień wtajemniczenia, czyli na ostatni szczebel wieżowej drabiny.


Jerzy nie wierzy
że na wieży
mieszka stado jeży
jeży ??? nie ! jerzy
noooo - chyba 
raczej nietoperzy


Przy nietoperzach osiąga się maksymalną prędkość wchodzenia, możecie mi wierzyć na słowo. A co do jerzy, czyli sympatycznych ptaszków, jerzyków, to spotkałam kiedyś na wieży jednego takiego ...


*



czwartek, 16 czerwca 2016

KRZESZÓW, WOZOWNIA


  
MÓWIĄ WIEKI


historia przemawia, a czasem wręcz krzyczy o ratunek !
Czy można przejść obojętnie ?






.
Kiedy witam się z obiektem zwykle wygląda tak:
strop zawalony, dach w ruinie, ściany powygryzane.


 .
Szczęście, gdy zachowa się detal, ot choćby takie barokowe obramienia otworów. Wykonane są z żółtego piaskowca, profilowane, zwieńczone finezyjnie wykrojonym nadprożem.




Tu niestety widać przyszłą pracę dla konstruktora. Od środka widać też. Rozwarstwienie ściany nastąpiło na całej grubości, rysa przebiega przez całą wysokość. Kiepsko. Prawie widać jak tu "chodzą" siły i momenty.

Za to piękna, barokowa krata poniżej, to miód na serce architekta, a przy tym doskonały punkt wyjścia, do projektowania krat, w innych otworach. Ach, te barokowe kwiatki ! Drugi miód, to kolorek. Tam, gdzie późniejsze oblazło, wylazł pierwotny - piękny, pełny, barokowy ugier. Nawet badań stratygraficznych nie trzeba robić. Wystarczy dokładna inwentaryzacja. To pierwszy, ważny krok, wstęp do późniejszego projektowania. Od dobrej inwentaryzacji bardzo wiele zależy. Nie ma to, tamto, żadnego zakładania, że ściany równoległe, a otwory takie same, mierzymy pracowicie, jako te mrówy - dokładnie ! wszystko ! i po przekątnej też, jak Pan Bóg przykazał.




*

PROJEKT

Potem przychodzi długa i ciężka praca projektowa : żmudne grzebanie w archiwach, poszukiwanie starych dokumentów, ikonografii, dziesiątki spotkań, koncepcji, szkiców, rysunków, opisów, obliczeń, uzgodnień.        
           


.
Lubię odkrywanie pierwotnego koloru, a potem próby kolorystyczne: lepiej jaśniej, czy może ciemniej ? co jest bliższe oryginałowi ? To są tylko próby rysunkowe, ostateczna próba i tak odbędzie się na obiekcie, w trakcie nadzoru autorskiego. Kolor dobiera się według wzornika, ale przy takich obiektach, o szczególnym znaczeniu, robi się próby "in situ", bo to, co we wzorniku, to niekoniecznie to, co pokaże się na ścianie. Zależy od rodzaju tynku, chłonności podłoża, a nawet oświetlenia. Przy takim obiekcie trzeba bardzo uważać, żeby kolor nie wyszedł "plastikowy". Im kolor jaśniejszy tym bardziej niebezpieczny. Z reguły wybieram z koloratora farbę o ton ciemniejszą niż ta, którą chcę uzyskać na obiekcie. Czasem nawet o dwa.


.
W końcu projekt jest gotowy. Jeszcze tylko uzgodnienia ze wszystkimi świętymi, czyli konserwatorem zabytków, strażą pożarną, sanepidem i inspektorem bhp. Ufff - jest ostateczne pozwolenie i zaczyna się budowa.
Wyjazdy, narady, nadzory, dyskusje, niespodzianki o których istnieniu nikt nie wiedział. Z powodu niespodzianek zmiany, wprowadzane projektem zamiennym, albo tylko wpisem w dzienniku budowy. Pod koniec znam tu prawie każda cegłę i każdy kamień.

Kiedy żegnam się z obiektem zwykle wygląda już tak:







.
Nadałam mu kolor i formę stolarki, wymyśliłam kraty okienne nawiązujące do zachowanej barokowej, koniecznie z kwiatkami. Zaprojektowałam też nową funkcję, całe wnętrze. Konstruktor, elektryk i sanitariusz też zrobili swoje. I wszyscy bardzo się staraliśmy, by nie zatrzeć śladów historii, by zachować możliwe do zachowania i odtworzyć dawną świetność. Pokazać rękę twórcy obiektu, własną skrzętnie ukrywając. Trudne, ale tak właśnie w konserwacji zabytku powinno być.



.
To budynek STAREJ WOZOWNI w Opactwie Cysterskim w Krzeszowie.
Kiedy patrzymy na  sam obiekt to wydaje się taki zwyczajny, niezbyt duży  Ale kiedy popatrzymy z szerszej perspektywy, to natychmiast z niezbyt dużego zmienia się w maciupeńki. Akurat nie mam zdjęcia pokazującego obiekt w szerszej perspektywie, więc znalazłam sobie w internecie czarno-białą fotografię i na niej pomarańczową strzałką pokazałam WOZOWNIĘ. 



Robi wrażenie !
Nie wozownia, oczywiście, tylko Bazylika




Znalazłam też zdjęcie kolorowe
i też strzałką Wozownię zaznaczyłam. 


Pozostałe zdjęcia są moje. To zamieściłam bo są na nim wszystkie nasze obiekty. Zaczynaliśmy w 1998 roku od Domu Opata, to ten za drzewami, biało-czerwony, po lewej stronie. Potem była właśnie Wozownia, potem klasztor sióstr, potem Bazylika i projekt zagospodarowania terenu całego Zespołu Pocysterskiego. A na końcu św. Józef, ale przy Józefie już tylko współpracowałam z kolegą. Może bym i chciała "siama" tyle, że rąk mi w końcu nie wystarczyło ... Napoleon, to ja nie jestem, jak się rozproszę na kilka jednocześnie, to tylko jedno może wyniknąć - klapa."Siama" odpadło.

Kiedy pierwszy raz weszłam do wnętrza Wozowni stało tam coś na kształt wiekowego karawanu, na głowę sypało mi się wapno i tynk, pod stopami zamiast podłogi była zwykła polepa, bałam się, że zaraz czymś oberwę, a jak mysz wyskoczy to wrzasku narobię i będzie wstyd. A pająki !!! stada !




Teraz , gdy przyjeżdżam, wpadam tu na kawę. Zimą lubię usiąść przy kominku, uśmiecham się gdy wspominam jak męczyłam się wymyślając jego kształt, żeby był prosty, jak całe wnętrze i żeby niczego nie zepsuł. Wspominam nasze konserwatorskie narady, które często tu właśnie się odbywały, gdy przyszły prace przy następnych obiektach. Ech - czasem piekielnie zmęczona, po nieprzespanych nocach, rozkładałam projekt i odpowiadałam na pytania, a potem proszę o kawkę, jak wszyscy. Ktoś żartuje - która to dzisiaj pani Aniu ? dzisiaj czwarta, odpowiadam, ooo, pani Aniu, po czwartej się umiera ! Ale po piątej się zmartwychwstaje, odpowiadam, i całkiem spokojnie wypijam ....

Krzeszów to Sanktuarium, do którego ciągną tysiące pielgrzymów z całego świata. W tym malutkim budyneczku mogą teraz odpocząć, coś zjeść, umyć się porządnie, kupić książki i przewodniki po tym miejscu. A jakie pyszne ciasta tu podają !




niedziela, 12 czerwca 2016

PIESZYCE PARK


PAMIĘTAJCIE O OGRODACH

Magiczny pałacowy park,
ogród z tysiąca i jednej nocy, to już historia.



 Ale czy na pewno tylko przeszłość ?  

Kiedyś w parkowych alejkach słychać było krzyk pawia i szmer kryształowej fontanny. Później ścieżki zarosły, po fontannach zostały omszone kamienie a w zaczarowanym stawie przeglądała się już tylko smutna królewna, zaklęta w zieloną ropuchę.





.
Zimą stare gałęzie uginają się pod ciężarem śniegu. A przecież kiedyś ten park tętnił życiem. Jeśli kogoś interesuje, to mogę przytoczyć fragment opisu tego miejsca, zaczerpnięty z historycznych tekstów źródłowych .Opis zaznaczyłam innym kolorem.

„Wymieniony zamek miejski jest otoczony okazałym ogrodem paradnym i innymi ogrodami. Przed wejściem, pod mostem, przepływa strumień bogaty w pstrągi, który oddziela od zamku teren, na którym są sarny".


.
To właśnie ów strumień, czyli fosa zamkowa.  


 
Z sarnami to już nieco gorzej, żadnej hasającej tutaj nie spotkałam. 
I dalej czytamy historyczny opis:

Za mostem po każdej stronie czterokątna kolumna, na niej żółty lew. Na prawo od wejścia widoczna jest bażantarnia a kilka kroków bliżej zamka obszerny ogród rozkoszny, kwiatowy i owocowy, który ma 394 długości i 282 szerokości zmierzonych w łokciach.


Droga przez most i dwa żółte lwy przy bramie. 
Niestety, żółte lwy przysypane są białym śniegiem

Długie i szerokie aleje, które się krzyżują według kwater paradnego ogrodu są obsadzone drzewami wiśniowymi, sztuką ogrodnika tak splecionymi, że w okresie dojrzewania widzi się tylko czerwone, kwaśne wiśnie, a nad głową zielone ulistnienie.
Ogród rozkoszny, kwiatowy i warzywny jest oddzielony według porządku na poszczególne części. Najbliżej zamku widzimy przeróżne krajowe i zagraniczne kwiaty i rzadkie drzewa - laurowe, cytrynowe, pomarańczowe, oliwkowe, mirtowe oraz wiele innych małych drzew, które znajdują się w ładnie malowanych, wysokich i naczyniach, tak, że w okresie zimowym można rośliny przechowywać w pokojach. Najdłuższa aleja 394 łokcie długa, wysadzona z obydwóch stron wybornymi drzewami owocowymi ze strzyżonymi szpalerami wiśniowymi między nimi, ujętymi w dwóch rzędach, prowadzi prosto do kościoła z wieżą ładną i otoczonego murem.
Pozostałe części ogrodu między długimi alejami przeznaczone częściowo na jarzyny, częściowo na użyteczne zioła i inne potrzeby.
Na dwóch rzędach okalającego muru pnie się winna latorośl. Winnice, po jednej stronie wzdłuż i wszerz stawów z pstrągami, po drugiej stronie obok Winnego Zaułka dają przy dobrej pogodzie około trzydzieści wiader wina. Ogród jest nawadniany rurociągami, do których bieżąca woda dostaje się za pomocą odpowiednio skonstruowanego czerpakowego koła. Tyle o dużym i pięknym ogrodzie, który w księstwach nie znajduje sobie równego"



.
Z nostalgią czyta się dzisiaj ten opis.  Z  paradnego ogrodu kwiatowego nie pozostało śladu, nie ma owocowych drzewek, nie ma systemu nawadniającego, nie ma już winnicy. Pozostał piękny duży staw, ale bez pstrągów, chociaż woda bardzo czysta.



.
Pozostały też stare drzewa, cudowne aleje parkowe o historycznym układzie. Niektóre drzewa to prawdziwe pomniki przyrody.



.
Tą boczną bramą nie dojedzie się już do bażanciarni za to Właściciele odbudują starą palmiarnię. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z projektem to w przyszłości park przyjmie dawne kształty.



Powstanie barokowe osiowe założenie.

Przed pałacem paradny plac wejściowy z ozdobną fontanną, plac oddzielony od reszty parku istniejącymi murami i bramami , tymi, co pokazuje zdjęcie wyżej. Oczywiście lwy strzegące wjazdu poddane zostaną konserwacji. Może już zostały. Na osi pałacu powstanie ogród z krzyżującymi się, w charakterystyczny dla baroku sposób, ścieżkami, jezioro zostanie uregulowane do dawnych linii brzegowych, na zamknięciu alei powstanie domek japoński. To, co widać na zdjęciu wyżej, nazywane jest " Zespołem Pałacowo Parkowym" Ech - ile takich pięknych zespołów czeka na swoją kolejkę ?

Dawno tam nie byłam
Pewnie plan nabrał już realnych kształtów ...

Gdy pierwszy raz tam pojechałam to była romantyczna ruina. Wielka, piękna ale ruina. Smętnie stała w tym zaczarowanym parku, otoczona wysokim murem i głęboką fosą. Ząb czasu nieuchronnie nadgryzał kamienne lwy, mury fosy niebezpiecznie się rozłaziły, aleje parkowe zarosły. Wszędzie walały się stare cegły, kawałki rzeźbionych kamieni, fragmenty stropowych belek, starych drzwi a nawet kawałki ozdobnych sztukaterii czy kamiennych kolumn.




Ruina, świetnego niegdyś pałacu, chyliła się ku upadkowi.



.
Popatrzcie na to zdjęcie, tak przed laty wyglądała paradna elewacja pałacu w Pieszycach, bo właśnie o tym pałacu jest tu mowa. Pałac to architektoniczna perełka. Założony jest na rzucie litery C, ma symetryczną kompozycję, której środek stanowi wieża. Fasadą zwrócony jest w kierunku południowo – wschodnim. Do pięknych, kolebkowo sklepionych piwnic wchodzi się bezpośrednio z dworu.





To najstarsze zachowane sklepienie kolebkowe piwnicy, pochodzi 
z pierwszej fazy budowy zamku.


.
Prawie wszystkie pomieszczenia parteru też są sklepione. Sklepienia w formie kolebek z lunetami, sklepienia krzyżowe albo sklepień w formie bardziej złożonych figur geometrycznych.



.
To jest sklepienie kolebkowe z lunetami. Luneta to widoczne po prawej stronie zdjęcia wcięcie w kolebę na otwór okienny.

Nad pierwszym i drugim piętrem w większości są belkowe stropy drewniane. Całe skrzydło południowo-zachodnie, od parteru aż po strych, jest na jednym, wielkim wnętrze, opisywaną przeze mnie niedawno salę balową. Kiedy pierwszy raz spacerowałam po pałacu lbrzymi mansardowy dach niebezpiecznie zapadał się do środka, przez ogromne dziury oglądać wprawdzie można było rozgwieżdżone niebo ale padający przez nie  deszcz tylko przyspieszał wielkie dzieło zniszczenia, Stropów w większości pomieszczeń po prostu nie było, po komnatach hulał wiatr. Za to na każdym kroku zobaczyć można było ślady dawnej świetności.

Nad projektem tego pałacu pracowaliśmy nie miesiące, tylko lata. A potem, potem przyszedł czas, że z zachwytem patrzyłam, jak ludzie o złotych rękach, odczarowują dawne piękno




Najpierw wzmocnienie konstrukcji, czyli ekwilibrystyka na linie nad przepaścią, a potem ratowanie detali. Centymetr po centymetrze sztukaterie powracały do pierwotnego stanu. O ratowaniu konstrukcji tego obiektu niedawno tu opowiadałam, przy okazji prezentacji sali balowej. Teraz czas na inne fragmenty pałacu.


.
Tu dobrze widać niebezpieczne rysy. Przebiegają przez sklepienie i przez łęk nadproża. Prawie w samym kluczu, czyli najwyższym punkcie łęku. To nie są tylko rysy wynikające ze skurczu tynku. Tynki wapienne są dość plastyczne. Te rysy wiążą się z pracą konstrukcji sklepienia.





 .
Z małymi rysami można było sobie umiejętnie i delikatnie poradzić od dołu. Do tych niebezpiecznych trzeba było dobierać się od góry.




.
Powoli, z mozołem, z wielką pieczołowitością i wiernością oryginałowi, każdy kawałeczek sztukaterii został oczyszczony, jak trzeba odsolony, wzmocniony, podklejony. Zatarty rysunek detalu wyostrzono dłutami a czasem nawet chirurgicznym skalpelem.




.
Ubytki trzeba było uzupełnić specjalną wapienną zaprawą sztukatorską.




.
Mijały miesiące i lata. Każda wizyta na budowie to było nowe odkrycie. 




.
Patrzyłam jak z trudem zabliźniają  rany zadane przez czas i rękę głupiego człowieka. Teraz cieszy pięknem Kto by pomyślał, że jeszcze nie tak dawno cegły i rzeźbione kamienie wołały o ratunek.

Tu można poczytać o ratowanie sali balowej, najpiękniejszej sali tego pałacu, kliknij link poniżej:





Jeszcze słów parę o historii pałacu.

Dzisiejszy pałac stoi prawdopodobnie w miejscu średniowiecznego dworu. Anno Domini 1615 rozpoczęto tu budowę zamku, którego relikty zachowały się do dzisiaj. Wojny siedemnastowieczne zmusiły ówczesnego właściciela do otoczenia zamku podwójnymi murami z fosami i mostem zwodzonym.

Przebudowę zamku na pałac rozpoczął jego nowy właściciel w 1710 roku. Zachowany został podstawowy układ brył obiektu, ilość kondygnacji i głównych osi okiennych. Przebudowa na rezydencję pałacową ograniczyła się przede wszystkim do założenia dachów mansardowych i do wprowadzenia zarówno na elewacjach, jak i we wnętrzach, wystroju barokowego.

Do końca XVIII wieku wieża zwieńczona była dwuprzeźroczowym hełmem. Niestety, hełm się zawalił, prawdopodobnie od początku był zbyt ciężki,  świadczyły o tym pęknięcia ścian wieżowych, które zastaliśny podczas remontu. Wyobraźmy sobie hełm wysokości 20 metrów, to przecież wysokość 6 dzisiejszych pięter.
W późniejszym okresie pałac nie ulegał już zasadniczym przemianom, po prostu niszczał. Zawsze, kiedy stromymi schodami, wdrapałam się na wieżę urzekał mnie widok.





Przepiękne panoramy. Cztery pory roku, cztery strony świata.




U stóp pałacu, czy jak kto woli zamku, rozciąga się spokojne, śląskie miasteczko, z wieżami kościołów i zabytkowymi kamienicami, z kominami zakładów i całkiem współczesnymi domami.




 .
Widok na Pieszyce spowite w jesiennej mgle. Nad miastem góruje wieża neogotyckiego kościoła świętego Antoniego a w oddali majaczy wieża kościoła w Bielawie.



.
Przez chmury z trudem przebija jesienne słońce.


.
Najpiękniej jest tu złotą jesienią


.
Przy dobrej pogodzie fantastycznie widać Góry Sowie.




.
W lecie, przy ostrym słońcu wzrok sięga jeszcze dalej. Tylko alejek parkowych nie widać. Bujna zieleń szczelnie okrywa cały park.







.
W bezpośrednim sąsiedztwie pałacu, tuż za ogrodzeniem, znajduje się  kościół świętego Jakuba Apostoła.


 .
To najstarszy kościół Pieszyc, zbudowany w trzynastym wieku a rozbudowany w wieku szesnastym.




.
Kościół pięknie prezentuje się w każdej szacie ale najpiękniej z wieży podziwiać go można w zimie, trzeba tylko szybko fotografować bo wieje niesamowicie. Niestety, w zimie góry chowają się za mgiełką i wszystko trochę szarzeje. Nie jest już bajkowo, raczej baśniowo.


.
To zimowy widok z wieży na Podzamcze. Za bramą, której strzegą kamienne lwy, jest fosa za fosą droga prowadzi przez teren podzamcza, przez ośnieżone drzewa widać nawet dawne budynki  folwarczne.

A lwy ? cóż lwy, tak opisano te posągi w tekstach źródłowych. Gdy jednak przyjrzymy się im dokładnie, to zamiast bujnej grzywy zobaczymy gładko zaczesaną głowę pięknej kobiety. Widać i w tamtych czasach niewiasty miewały lwie serca.



 
Tak kończy się moja opowieść.
O zaczarowanych ogrodach, pięknej rezydencji
i kamiennych lwach, które zazdrośnie strzegą dostępu
do tego, owianego tajemnicą, miejsca.


*