PAMIĘTAJCIE O OGRODACH
Magiczny pałacowy park,
ogród z tysiąca i jednej nocy, to już historia.
Ale czy na pewno tylko przeszłość ?
Kiedyś w parkowych alejkach słychać było krzyk pawia i szmer kryształowej
fontanny. Później ścieżki zarosły, po fontannach zostały omszone kamienie a w
zaczarowanym stawie przeglądała się już tylko smutna królewna, zaklęta w zieloną
ropuchę.
.
Zimą
stare gałęzie uginają się pod ciężarem śniegu. A przecież kiedyś ten
park tętnił życiem. Jeśli kogoś interesuje, to mogę przytoczyć fragment
opisu tego
miejsca, zaczerpnięty z historycznych tekstów źródłowych .Opis
zaznaczyłam innym kolorem.
„Wymieniony zamek miejski jest otoczony okazałym ogrodem paradnym i
innymi ogrodami. Przed wejściem, pod mostem, przepływa strumień bogaty w pstrągi, który
oddziela od zamku teren, na którym są sarny".
.
To właśnie ów strumień, czyli fosa zamkowa.
Z sarnami to już nieco gorzej, żadnej hasającej tutaj nie spotkałam.
I dalej czytamy historyczny opis:
Za mostem po każdej stronie czterokątna kolumna, na niej żółty lew. Na
prawo od wejścia widoczna jest bażantarnia a kilka kroków bliżej zamka obszerny
ogród rozkoszny, kwiatowy i owocowy, który ma 394 długości i 282 szerokości
zmierzonych w łokciach.
Droga przez most i dwa żółte lwy przy bramie.
Niestety, żółte lwy
przysypane są białym śniegiem
Długie i szerokie aleje, które się krzyżują według kwater paradnego
ogrodu są obsadzone drzewami wiśniowymi, sztuką ogrodnika tak splecionymi, że w
okresie dojrzewania widzi się tylko czerwone, kwaśne wiśnie, a nad głową zielone
ulistnienie.
Ogród rozkoszny, kwiatowy i warzywny jest oddzielony według porządku na
poszczególne części. Najbliżej zamku widzimy przeróżne krajowe i zagraniczne
kwiaty i rzadkie drzewa - laurowe, cytrynowe, pomarańczowe, oliwkowe, mirtowe
oraz wiele innych małych drzew, które znajdują się w ładnie malowanych, wysokich
i naczyniach, tak, że w okresie zimowym można rośliny przechowywać w pokojach.
Najdłuższa aleja 394 łokcie długa, wysadzona z obydwóch stron wybornymi drzewami
owocowymi ze strzyżonymi szpalerami wiśniowymi między nimi, ujętymi w dwóch
rzędach, prowadzi prosto do kościoła z wieżą ładną i otoczonego murem.
Pozostałe części ogrodu między długimi alejami przeznaczone częściowo na
jarzyny, częściowo na użyteczne zioła i inne potrzeby.
Na dwóch rzędach okalającego muru pnie się winna latorośl. Winnice, po
jednej stronie wzdłuż i wszerz stawów z pstrągami, po drugiej stronie obok
Winnego Zaułka dają przy dobrej pogodzie około trzydzieści wiader wina. Ogród jest nawadniany rurociągami, do których bieżąca woda dostaje się za
pomocą odpowiednio skonstruowanego czerpakowego koła. Tyle o dużym i pięknym ogrodzie, który w księstwach nie znajduje sobie
równego"
.
Z
nostalgią czyta się dzisiaj ten opis. Z paradnego ogrodu
kwiatowego nie pozostało śladu, nie ma owocowych drzewek, nie ma systemu
nawadniającego, nie ma już winnicy. Pozostał piękny duży staw, ale bez
pstrągów, chociaż woda bardzo czysta.
.
Pozostały też stare drzewa, cudowne aleje parkowe o historycznym
układzie. Niektóre drzewa to prawdziwe pomniki przyrody.
.
Tą boczną bramą nie dojedzie się już do bażanciarni za to Właściciele
odbudują starą palmiarnię. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z projektem to w przyszłości park przyjmie dawne
kształty.
Powstanie barokowe osiowe założenie.
Przed
pałacem paradny plac wejściowy z ozdobną fontanną, plac oddzielony od
reszty parku istniejącymi murami i bramami , tymi, co pokazuje zdjęcie
wyżej. Oczywiście lwy strzegące wjazdu poddane zostaną konserwacji. Może
już zostały. Na osi pałacu powstanie ogród z krzyżującymi się, w
charakterystyczny dla
baroku sposób, ścieżkami, jezioro zostanie uregulowane do dawnych linii
brzegowych, na zamknięciu alei powstanie domek japoński. To, co widać na
zdjęciu wyżej, nazywane jest " Zespołem Pałacowo Parkowym" Ech - ile
takich pięknych zespołów czeka na swoją kolejkę ?
Dawno tam nie byłam
Pewnie plan nabrał już realnych kształtów ...
Gdy
pierwszy raz tam pojechałam to była romantyczna ruina. Wielka, piękna
ale ruina. Smętnie stała w tym zaczarowanym parku, otoczona wysokim
murem i głęboką
fosą. Ząb czasu nieuchronnie
nadgryzał kamienne lwy, mury fosy niebezpiecznie się rozłaziły, aleje
parkowe zarosły. Wszędzie walały się stare cegły, kawałki rzeźbionych
kamieni, fragmenty stropowych belek, starych drzwi a nawet kawałki
ozdobnych sztukaterii czy kamiennych kolumn.
Ruina, świetnego niegdyś pałacu, chyliła się ku upadkowi.
.
Popatrzcie
na to zdjęcie, tak przed laty wyglądała paradna elewacja pałacu w
Pieszycach, bo właśnie o tym pałacu jest tu mowa. Pałac to
architektoniczna perełka. Założony jest na rzucie litery C, ma
symetryczną kompozycję, której środek stanowi wieża. Fasadą zwrócony
jest w kierunku południowo – wschodnim. Do pięknych, kolebkowo
sklepionych piwnic wchodzi się bezpośrednio z dworu.
To najstarsze zachowane sklepienie kolebkowe piwnicy, pochodzi
z pierwszej fazy budowy zamku.
.
Prawie
wszystkie pomieszczenia parteru też są sklepione. Sklepienia w formie
kolebek z lunetami, sklepienia krzyżowe albo sklepień w formie bardziej
złożonych figur geometrycznych.
.
To jest sklepienie kolebkowe z lunetami. Luneta to widoczne po prawej stronie zdjęcia wcięcie w kolebę na otwór okienny.
Nad
pierwszym i drugim piętrem w większości są belkowe stropy drewniane.
Całe skrzydło południowo-zachodnie, od parteru aż po strych, jest na
jednym, wielkim wnętrze, opisywaną przeze mnie niedawno salę balową.
Kiedy pierwszy raz spacerowałam po pałacu lbrzymi mansardowy dach
niebezpiecznie zapadał się do środka, przez ogromne
dziury oglądać wprawdzie można było rozgwieżdżone niebo ale padający
przez
nie deszcz tylko przyspieszał wielkie dzieło zniszczenia, Stropów w
większości pomieszczeń po prostu nie było, po komnatach hulał wiatr. Za
to na każdym kroku zobaczyć można było ślady dawnej świetności.
Nad
projektem tego pałacu pracowaliśmy nie miesiące, tylko lata. A potem,
potem przyszedł czas, że z zachwytem patrzyłam, jak ludzie o złotych
rękach, odczarowują dawne piękno
.
Najpierw
wzmocnienie konstrukcji, czyli ekwilibrystyka na linie nad przepaścią, a
potem ratowanie detali. Centymetr po centymetrze sztukaterie powracały
do pierwotnego stanu. O ratowaniu konstrukcji tego obiektu niedawno tu
opowiadałam, przy okazji prezentacji sali balowej. Teraz czas na inne
fragmenty pałacu.
.
Tu
dobrze widać niebezpieczne rysy. Przebiegają przez sklepienie i przez
łęk nadproża. Prawie w samym kluczu, czyli najwyższym punkcie łęku. To
nie są tylko rysy wynikające ze skurczu tynku. Tynki wapienne są dość
plastyczne. Te rysy wiążą się z pracą konstrukcji sklepienia.
.
Z
małymi rysami można było sobie umiejętnie i delikatnie poradzić od
dołu. Do tych niebezpiecznych trzeba było dobierać się od góry.
.
Powoli,
z mozołem, z wielką pieczołowitością i wiernością oryginałowi, każdy
kawałeczek sztukaterii został oczyszczony, jak trzeba odsolony,
wzmocniony, podklejony. Zatarty rysunek detalu wyostrzono dłutami a
czasem nawet chirurgicznym skalpelem.
.
Ubytki trzeba było uzupełnić specjalną wapienną zaprawą sztukatorską.
.
Mijały miesiące i lata. Każda wizyta na budowie to było nowe odkrycie.
.
Patrzyłam jak z trudem zabliźniają rany zadane przez czas i rękę głupiego
człowieka. Teraz cieszy pięknem Kto by pomyślał, że jeszcze nie tak dawno cegły i
rzeźbione kamienie wołały o ratunek.
Tu można poczytać o ratowanie sali balowej, najpiękniejszej sali tego pałacu, kliknij link poniżej:
Jeszcze słów parę o historii pałacu.
Dzisiejszy
pałac stoi prawdopodobnie w miejscu średniowiecznego dworu. Anno Domini
1615 rozpoczęto tu budowę zamku, którego relikty zachowały się do
dzisiaj. Wojny siedemnastowieczne zmusiły ówczesnego właściciela do
otoczenia zamku podwójnymi murami z fosami i mostem zwodzonym.
Przebudowę
zamku na pałac rozpoczął jego nowy właściciel w 1710 roku. Zachowany
został podstawowy układ brył obiektu, ilość kondygnacji i głównych osi
okiennych. Przebudowa na rezydencję pałacową ograniczyła się przede
wszystkim do założenia dachów mansardowych i do wprowadzenia zarówno na
elewacjach, jak i we wnętrzach, wystroju barokowego.
Do
końca XVIII wieku wieża zwieńczona była dwuprzeźroczowym hełmem.
Niestety, hełm się zawalił, prawdopodobnie od początku był zbyt ciężki,
świadczyły o tym pęknięcia ścian wieżowych, które zastaliśny podczas
remontu. Wyobraźmy sobie hełm wysokości 20 metrów, to przecież wysokość 6
dzisiejszych pięter.
W późniejszym okresie pałac nie ulegał już
zasadniczym przemianom, po prostu niszczał. Zawsze, kiedy stromymi
schodami, wdrapałam się na wieżę urzekał mnie widok.
Przepiękne panoramy. Cztery pory roku, cztery strony świata.
U stóp pałacu, czy jak kto woli zamku, rozciąga się spokojne, śląskie miasteczko, z wieżami
kościołów i zabytkowymi kamienicami, z kominami zakładów i całkiem współczesnymi domami.
.
Widok na Pieszyce spowite w jesiennej mgle. Nad miastem góruje wieża
neogotyckiego kościoła świętego Antoniego a w oddali majaczy wieża kościoła w
Bielawie.
.
Przez chmury z trudem przebija jesienne słońce.
.
Najpiękniej jest tu złotą jesienią
.
Przy dobrej pogodzie fantastycznie widać Góry Sowie.
.
W
lecie, przy ostrym słońcu wzrok sięga jeszcze dalej. Tylko alejek
parkowych nie widać. Bujna zieleń szczelnie okrywa cały park.
.
W bezpośrednim sąsiedztwie pałacu, tuż za ogrodzeniem, znajduje się kościół świętego Jakuba
Apostoła.
.
To najstarszy kościół Pieszyc, zbudowany w trzynastym wieku a
rozbudowany w wieku szesnastym.
.
Kościół
pięknie prezentuje się w każdej szacie ale najpiękniej z wieży
podziwiać go można w zimie, trzeba tylko szybko fotografować bo wieje
niesamowicie. Niestety, w zimie góry chowają się za mgiełką i
wszystko trochę szarzeje. Nie jest już bajkowo, raczej baśniowo.
.
To zimowy widok z wieży na Podzamcze. Za bramą, której strzegą kamienne lwy, jest fosa za fosą droga prowadzi przez
teren podzamcza, przez ośnieżone drzewa widać nawet dawne budynki folwarczne.
A lwy ? cóż lwy, tak opisano te posągi w tekstach źródłowych. Gdy jednak przyjrzymy się im dokładnie,
to zamiast bujnej grzywy zobaczymy gładko zaczesaną głowę pięknej
kobiety. Widać i w tamtych czasach niewiasty miewały lwie serca.
Tak kończy się moja opowieść.
O zaczarowanych ogrodach, pięknej rezydencji
i kamiennych lwach, które zazdrośnie strzegą dostępu
do tego, owianego tajemnicą, miejsca.