sobota, 18 czerwca 2016

ŚWIDNICA, RYNEK 7,8

HASŁO - HERMES

 ODZEW - UZI

ooo - odzew niespodziewany i jakże miły !!! Ale zacznę od początku.
Pamiętacie mój dawny wpis *ZE SKRZYDEŁKAMI* ???




Był o jednej z najpiękniejszych kamienic świdnickiego Rynku, tej, na której to goło i wesoło mieszka sobie bożek Hermes, patron kupców i złodziei.


OPOWIEDZIAŁAM WTEDY TAKIE ZDARZENIE: 

Był ciepły wiosenny poranek, słońce przecierało chmury a zdumieni mieszkańcy przecierali oczy, podnosili głowy do góry i zaczynali się śmiać - na kopule dumnie stał Hermes, ale już nie był goły, Hermes na pupie miał śliczne czerwone majtki, damskie desusy. Wszyscy zachodzili w głowę, skąd te niewymowne tam się wzięły ???!  Po cichu się wydało, to weseli chłopcy, alpiniści, w nocy na kopułę poleźli i majtki założyli - hmm, jakim to cudem zrobili jest tajemnicą, bo przecież nie przez głowę! Dopiero władze problem miały - jak tu Hermesowi gatki zdjąć ?!! Wozem pożarowym i owszem, ale jaki obciach dla poważnych strażaków ! a do tego środek Rynku i dziesiątki gapiów ! Cóż - rady nie było, honor, honorem, a gatki ściągnąć trzeba było i już !  Jeszcze wiele lat od tego zdarzenia ludzie się znacząco uśmiechali pokazując na wesołego skrzydlatego patrona kupców i złodziei.

Wpis sobie wisiał spokojnie na blogu aż tu nagle, po dwóch latach, pojawił się pod wpisem komentarz. I to jaki !!! Odwiedził mnie szczególny Gość.


OTO, CO NAPISAŁ :

Gacie na Hermesie, jeden z moich ulubionych numerów, była ciepła majowa noc 1999 rok. Akcje planowałem około dwóch tygodni, rozpoznanie obiektu, zabezpieczenia, wydajność patroli itp. Na kopułę wchodziłem dwukrotnie gdyż pierwotnie uszyte gacie były za małe, drugim razem wszystko już poszło doskonale. Widok na Świdnicę nocą był przepiękny, wtedy jeszcze nie było ratuszowej wieży. Oprócz gaci zostawiłem Hermesowi taśmę i ekspres, służyły do szybkiej ewakuacji. Cała akcja trwało około 12 minut, gacie na Hermesie w blasku reflektorów wyglądały świetnie. Przyszedłem jeszcze rano popatrzyć na swoje dzieło, wmieszałem się w tłum i delektowałem się akcja strażaków. A wszystko to na pożegnanie dzieciństwa, następnego dnia wyjechałem z miasta

Pozdrawiam UZI 

*

Nie znam Uziego, ale sprawił mi swoim komentarzem ogromną radość !
A skoro już w tej Świdnicy jesteśmy, to popatrzmy okiem Skrzydlatego Chłopca na jej piękny Rynek, na przebogate mieszczańskie kamienice. Wybrałam dla Was dwie, ma się rozumieć, obydwie "moje".


CHŁOPEK I ZŁOTA KORONA

Chłopek oczywiście też złoty, jakże by inaczej.
Złotą jeszcze Świdnica ma gęś, koguta, złoty żaglowiec i bazyliszka, upss, bazyliszek już nie złoty. Opowiem o wszystkich, ale przy następnej okazji.




.
Rynek 7 i Rynek 8. Na te kamienice od wieków spogląda sobie Hermes. On z lotu ptaka, a ja to tak raczej z żabiej perspektywy, i żeby nie było - żaba trzeźwa, tylko z fantazją.





.
Chłopek, jak to chłopek, piękny jest, ale kamienny portal, nad którym stoi, to prawdziwe dzieło sztuki z czasów manieryzmu. Reliefy i płaskorzeźby wskazują na wyjątkowe dłuto Mistrza. Niestety, bezimiennego. Kamienica jest w większości renesansowa ale ma gotyckie, sklepione piwnice.

Oczywiście, tak jak większość świdnickich kamienic i ten dom ma swoją historię. Jak wieść gminna niesie miał w nim ponoć zamieszkiwać cesarski dowódca - Albrecht von Wallenstein. Był rok 1633, a Świdnica oblegana przez wojska cesarskie, pod dowództwem Wallensteina. Dnia 6 lipca, dla wsparcia obrońców miasta, przybyły pod Świdnicę posiłki, czyli armia szwedzko-sasko-brandenburska. Armia rozłożyła się obozem w pobliskich wioskach. Wallenstein nakazał usypanie szańców na wzgórzu Kuhberg (Krowia Góra, wzniesienie przy ulicy Bystrzyckiej). Do walki pomiędzy wrogimi armiami jednak nie doszło, przeciwnie, zawarto zawieszenie broni na cztery tygodnie. Podczas jego ratyfikacji, na Zielonym Polu, opodal Świdnicy, został śmiertelnie zraniony, strzałem z pistoletu, książę Ulrich, następca tronu duńskiego. Przewieziono go do Świdnicy, gdzie najbliższej nocy zmarł. W wyniku zawartego rozejmu Wallenstein zajął miasto. Nastał zły czas dla miasta. Głód i zaraza, przywleczona przez wojska cesarskie, spowodowały w mieście śmierć około siedemnastu tysięcy osób. Życie miasta płynęło jednak dalej. W 1739 roku w Domu Pod Złotym Chłopkiem otworzył księgarnię Jan Jakub Korn.

**Drzwi te mają być otwarte dla przyjaciela a zamknięte dla wroga** 
głosi łacińska inskrypcja nad wejściem.




Właściwie jak się dobrze przypatrzeć to nie jest taki zwykły sobie chłopek, to bogaty mieszczanin, tak bogaty, że kamienicą w samym środku Rynku mógł się pochwalić. I to jeszcze z szeroką, pięcioosiową fasadą.




Właściciel tej czerwonej kamienicy pochwalić się mógł jeszcze bardziej ! !
I fasada okazała, i wystrój przepychem barokowym olśniewa. 



.
Wystrój barokowy, wnętrza wcześniejsze, renesansowe, piwnice gotyckie. Przed renowacją elewacja była szaro-bura, obgryziona i wcale nie rzucała się w oczy. Po renowacji dostała pierwotną, barokową koszulkę, w ostrej barokowej czerwieni, z kontrastowym białym detalem. Wystrój częściowo jest odrestaurowany in situ, a częściowo odtworzony. Trzeba było detale zdjąć bardzo delikatnie, bo rozsypywały się w ręku, a potem odtworzyć w zaprawie sztukatorskiej. Kamienne, uszakowe obramienia okienne były zaciapane farbami emulsyjnymi i zupełnie nie było widać, że kamień. Teraz popatrzcie - stary piaskowiec pięknie eksponuje się na mocno czerwonym tle i dodaje dostojeństwa całej elewacji.



.
Długi czas kamienica ta  pełniła funkcję paradnego hotelu dla zamożnych kupców i obieżyświatów. Wcześniej, w pierwszej połowie osiemnastego wieku, miała tu siedzibę świdnicka poczta polowa.

*

Kamienice świdnickie to prawdziwe perełki i miód na serce projektanta. Straciłam rachubę, ile ich przeszło przez nasze ręce. Ciekawą przygodą i doświadczeniem, była dla nas kamienica dawnej Szkoły Muzycznej, czyli Rynek 4. Zaprojektowaliśmy w niej bank, pierwszy bank z prawdziwego zdarzenia w moim życiu. Ech - kiedy to było. Prawdziwą szkołą były dla mnie jednak piwnice. Świdnica, serce Księstwa Świdnicko-Jaworskiego, miasto bogate, słynące z produkcji przedniego piwa, rozwijało się bardzo prężnie. Mieszczanie byli bogaci i bogate domy stawiali, zaczynając od piwnic. Miasto spłonęło w wielkim pożarze, ale piwnice ocalały. Świdnickie średniowieczne piwnice to kopalnia historycznej wiedzy, nie ustępują w niczym słynnym piwnicom wrocławskim.


 .
 Rzut kamieniem od Hermesa, 
"nasze" kamienice - Rynek 3 i Rynek 4




.
Odtworzony kamienny akroterion.

Udało się namówić inwestora na odtworzenie aż trzech akroterionów, wieńczących niegdyś attykę. Niestety, nie udało się namówić wykonawcy na przestrzeganie reżimów technologicznych. Farba zbyt szybko została położona na świeży tynk i w efekcie nasza piękna, elegancka, oliwkowa kamienica bankowa z czasem zdechła na szaro. Wykonawca przysięgał, że ponownie pomaluje, ale i tak wszyscy wiedzieli, że na bank, Bank jak już rozpocznie działalność, to do malowania wracał nie będzie.

 
Współczesna Świdnica, pod względem podejścia do historycznego dziedzictwa, na prawdę miała szczęście. Gdy tylko okres słusznie miniony odszedł w niebyt, Miasto ruszyło do porządkowania, a zaczęło na prawdę z głową, czyli od opracowania "Studium Historycznego Starego Miasta". Obszar w obrębie starych murów miejskich podzielony został na kwartały urbanistyczne. Każdy kwartał opracowany historycznie, architektonicznie i perspektywicznie. Braliśmy, jako biuro, udział w opracowaniu Studium. Potem trafiły nam się jeszcze projekty dwóch historycznych kwartałów. Pamiętam nawet, że prezentowaliśmy te prace w Sejmie. Jako wzór dla innych miast.

Tamte dokumentacje to było dla nas bardzo ciekawe doświadczenie. W ramach opracowania kwartału są na przykład badania archeologiczne. Poznałam wtedy co to artefakt i oglądałam rzymskie skorupy z okresu wędrówki ludów. Dowiedziałam się też, że dla archeologów szczególnie cennym wykopaliskiem są, uczciwszy uszy, wychodki, wiele rzeczy do takich wychodków zostało wyrzuconych i dzięki temu wieki przetrwało. Oprócz archeologicznych, robi się też badania historyczne, projekty architektoniczno-urbanistyczne, opracowanie terenu, z zaprojektowaniem obsługi komunikacyjnej, podziału na działki, oczywiście z odwołaniem do podziałów historycznych. I jeszcze żmudną część prawno-własnościową. Opowiadam o tym, bo  przypadła nam wtedy w udziale współpraca z historykami, mieliśmy stworzyć z nimi zespół. Jeszcze na świeżo miałam w pamięci czasy uczelni. I ja, i mój wspólnik architekt, też, a tu nagle się okazało, że w zespole mamy same sławy, na czele z naszym profesorem, TYM profesorem ! Noooo - pomodliłam się chyba ze cztery razy przed pierwszy spotkaniem. Co innego w Katedrze Historii Sztuki, co innego w projektowym zespole, na "równych" prawach. Wtedy nauczyłam się chyba najwięcej. Profesor to pasjonat. Dzielił się z nami swoją wiedzą a my, nie ukrywam jak te gąbki, chłonęliśmy wszystko, co mówił, a jeszcze bardziej to, co pokazywał. Tak na prawdę dopiero wtedy dowiedzieliśmy się co to takiego ta chronologia, co historyczne rozwarstwienie murów, co badania stratygraficzne. Wiedza tajemna. Ganialiśmy we trójkę po tych piwnicach, a Profesor pokazywał, uczył rozpoznawania wieku muru po kształcie cegieł, po wiązaniach, po zaprawie. Palcami rozpoznawałam co zaprawa wapienna, uczyłam się jej koloru. I jeszcze wielu rzeczy się uczyłam ...


KONIEC, znowu się rozgadałam.

*



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz