sobota, 18 czerwca 2016

DOMY JEDNORODZINNE

MAŁY NIE BIAŁY


DOMEK

Żeby nie było, że ciągle pokazuję tylko te zabytki i zabytki to teraz proszę bardzo - domek jednorodzinny, projektowany na życzenie, tak, żeby spełnił marzenia przyszłych domowników. Domków w katalogach zatrzęsienie ale czasem ktoś kupi nietypową działkę, w nietypowym otoczeniu, albo po prostu chce mieszkać w czymś, co od początku do końca, powstało tylko dla niego, według jego wyobrażeń. Moim zadaniem jest spełnić marzenia inwestora. Często się zdarza, że ludzie marzą sobie o takich trochę stylizowanych domach. Nowoczesnych ale z uśmiechem w stronę tradycji.








.
Wstępny model przestrzenny bryły domu. 
Takiego małego, ale nie białego, domku.






.
Model bardzo uproszczony, jeszcze bez lukarn,
żeby inwestor mógł uruchomić wyobraźnię.


Wcale nie tak prosto jest zaprojektować domek jednorodzinny. Do katalogu, owszem ale na indywidualne zamówienie - wprost przeciwnie. Bo ilu domowników ma mieszkać, tyle różnych osobowości. Trzeba więc wyczuć osobowość dominującą, ale do pozostałych też się dostosować. Wbrew pozorom domek projektuje się zwykle nieco dłużej niż duży obiekt usługowy. Faza koncepcji i zderzenie marzeń z rzeczywistością potrzebuje czasu. Szczególnie zapamiętałam sobie taki jeden domek, inny niż ten który pokazałam, dużo większy, bo wielopokoleniowy. Na parterze miało mieszkać młode małżeństwo, z widokami na dzieci, a na górze mama, czy jak kto woli teściowa. Wszystko szło jak po maśle, po wielu spotkaniach koncepcja była dograna, domownicy zadowoleni, a ja zabierałam się do projektu technicznego. I nagle telefon - czy możemy umówić się jutro na spotkanie ??? Ooo, czerwona lampka mi się zapaliła ! Odłożyłam projekt techniczny i dobrze zrobiłam. Na spotkaniu okazało się, że mamy problem! i to psychologicznie dość duży problem. Młodzi nagle zdali sobie z czegoś sprawę i mówią - sypialnia mamy jest nad naszą, no tak, odpowiadam, to najlepsze w domu miejsce na sypialnie ... ale wie pani, ???? , jak mama śpi nad nami, to WSZYSTKO będzie słyszała ... Zapewniam, że w strop nawkładałam tyle głuszących rzeczy, że o słyszeniu nie ma mowy. Ale wie pani, psychologicznie rzecz ujmując, to nie będziemy mieli pewności. No tak, psychologicznie rzecz ujmując, mogą pewności nie mieć. Projekt wylądował w koszu i zaczęłam od nowa. W rezultacie ten drugi domek też fajnie wyszedł, młodzi byli zadowoleni, teściowa nie protestowała, a ja zapamiętałam na przyszłość - nigdy teściowa NAD ! ... bo przecież WSZYSTKO może się zdarzyć.




.
Teraz od przestrzennego modelu przejdę na płaski rysunek projektowy. To, co widać, to już jest rysunek z projektu budowlanego. Do pokazania tu elewacji wszystkie techniczne opisy wymazałam. Na takim rysunku są na przykład określone kolory, zgodnie z wzornikiem firmy, produkującej farby zastosowane na elewacji. Czasem, jak w przypadku tego domu, inwestor życzy sobie zaprojektowanie "indywidualnego ogrodzenia" mówiąc ludzkim językiem po prostu prozaicznego płotu .




.
Mówisz - masz, słowo się rzekło, kobyłka u płota, a raczej płot u kobyłki. Indywidualny a jakże ! I na dodatek całkiem "w charakterze" ...  A tak na marginesie, to nie ma co grymasić, płot to przecież też jakieś wyzwanie projektowe, czyż nie ? Wizytówka domu i gospodarza.



.
A to zupełnie inny, prościutki domek. Za to w środku błękitny odlot, trochę ekstrawaganckie i współczesne rozwiązanie wnętrza. Współczesne, ale z duszą. Właściciele lubią kolory zimy, błękitną stolarkę i witraże w kształcie plastra miodu. Nawet samochód mają niebieski. W sumie jestem ciekawa jaki ten domek będzie, kiedy go wybudują. Oczywiście jeśli go wybudują.





.
Dom mojego braciszka.
Na rysunku brakuje tylko kota.


Tu problem był zupełnie innej natury. Nie ma lekko. Niestety, nie każdy domek można sobie na własnej działce postawić. Wszystko musi być zgodnie z prawem, czyli musimy dostosować się z formą do wskazań Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego, a jeśli takiego Planu gmina nie posiada, to do wskazań Decyzji o Warunkach Zabudowy. W przypadku tego domu wskazaniem było nawiązanie do tradycyjnej zabudowy sudeckiej. Wymyśliłam sobie, że będzie to ukłon w stronę tak zwanego muru pruskiego. Mur pruski bardzo był rozpowszechniony na tych terenach. A że teren to stok góry, bryła nie mogła być płaska, jak stodoła, no i oczywiście dachy strome. Elewacja wejściowa ma bardzo małe okna, bo to okna do łazienki, kuchni i garderoby, salonik ma dużo większe i wyjście na taras ziemny. Na rysunku księżyc świeci prościutko na taras. Taras z widokiem na Góry Sowie ... Na tym tarasie wszyscy spędzamy najprzyjemniejsze rodzinne chwile.



.
O, to właśnie jest wyjście na taras, którego tu jeszcze nie ma. Zdjęcie z okresu budowy. Ta brzoza rośnie sobie pośrodku tarasu. Teraz, na wiosnę zbieramy z niej wodę brzozową, a jesienią pod brzozą rosną grzyby. Kanie i podgrzybki, prawdziwki to na górce, zaraz za domem. Latem, na skarpie tarasu rośnie mnóstwo leśnych poziomek. Samosiejki, ale pachną rajem. Kwiaty na tarasie żadne się nie utrzymają. Sarny, gagatki, przychodzą i obżerają wszystko, co się obeżreć da. Najchętniej róże i pelargonie.


*


Na koniec pokażę coś trochę większego, niż domek. Powstało to coś na miejscu rozwalających się pozostałości po budynku. I tak cud, że inwestor w mieście taką działkę jeszcze wypatrzył. Praktycznie takich działek pod budowę, w dobrej lokalizacji, to już prawie w miastach nie ma .







.
To coś, to prywatna przychodnia lekarska, z gabinetami specjalistycznymi i salą operacyjną. Urzęduje tu lekarz laryngolog i dermatolog, lekarz ginekolog i urolog, zresztą specjalizacje mogą być zmienne. Jest też miejsce dla kosmetologa. Sala operacyjna, nazywana salą jednego dnia, uruchomiona będzie nieco później, chociaż wszystko do jej prawidłowego funkcjonowania jest już wykonane i czeka.




.
W tym przypadku elewacja to najmniejszy problem. Wnętrze tak najeżone jest problemami, że starczy za dziesięć domków jednorodzinnych. A może nawet za dwanaście ? Chętnie sobie wspominam ten projekt, chociaż przy technologii resztki włosów mi posiwiały. Nie trafia mi się za często projekt medyczny. Ta oto przychodnia, jeden szpital geriatryczny,  kilka gabinetów stomatologicznych, pogotowie ratunkowe - to wszystko.  A na dyplomie wybrałam sobie taki ciekawy temat - "Klinika chirurgiczna we Wrocławiu, na Niskich Łąkach" Temat oczywiście odlotowo potraktowałam. Do moich sal, które umieściłam na piętrze, wjeżdżało się na ruchomej podłodze z parteru, z przygotowalni chorego i lekarzy. Podłoga poruszała się na układzie teleskopowym, Przygotowany chory, z całą przygotowaną ekipą, wjeżdżał na tej podłodze do góry, do idealnie jałowego i sterylnego pomieszczenia ... a co ? nie mogłam odlecieć ? na studiach wszystko można. Mój promotor miał jeden warunek, jeśli chcę projektować sale operacyjne to muszę, chcę czy też nie, uczestniczyć w prawdziwej operacji, bo tylko wtedy potrafię ocenić, jak to się odbywa, choćby to, kiedy zaczyna być duszno.  Warunek spełniłam, zaliczyłam dwa wyrostki. jeden nawet z powikłaniami. Założyć maseczkę potrafię.




.
Tu ja, po najprawdziwszej na świecie operacji. W wielkim, męskim fartuchu myję straszliwe narzędzie. To żadne żarty. To doświadczenie bardzo przydało mi się w dorosłym, zawodowym życiu. Na obronie pracy dyplomowej przydało mi się już trochę mniej, bo tam pytano mnie o "krzyżowanie się ciągów transportu nieboszczyka z ciągami pieszymi pacjentów hospitalizowanych" i jeszcze mnie zapytano o moją, brrrr "ukochaną" ochronę przeciwpożarową, o takie tam klapy, czujki, dźwigi i węże sztywne oraz półsztywne ... też odlot, tylko w inną stronę.


Ale się rozpędziłam, i .... rozwlekłam.
Od płotu do odlotu !

Kto wytrzymał, dla tego żółte słoneczko, czyli nasz znaczek firmowy. Widać go na drugim modelu. Że słoneczko kwadratowe ??? Ej, Kochaneńcy, w moim zawodzie czasem kwadratura koła bywa jedynym możliwym rozwiązaniem. Dlaczego znaczek akurat taki ? Te trzy żółte kwadraciki to nasza trójka wspólników, "a" to architektura, "a" to pierwsza litera nazwy biura, "a" to Andrzej i Anna ... a gdzie W ? co z braciszkiem, który Wituś ma na imię ?  Oj tam, oj tam, braciszek, konstruktor, realnie stąpa po ziemi, jemu kompletnie nie zależy na umieszczaniu siebie, na jakichkolwiek znaczkach ... hmmm - ponoć wysadzanie się na świecznik, w naszym zawodzie, to domena wyłącznie architektów. No ciekawe ?!

A dlaczego znaczek taki żółty ?
Ano skoro świecznik, to musi być żarówa.

 
*


 

1 komentarz:

  1. Aniu ,kiedy mieszkałam w Toruniu,chodziłyśmy z Anulą pieszo do stadniny na jazdę ::))Obok Skarpy ,bo mieszkaliśmy na końcu Torunia przy lesie...Była miejscowość Kaszczorek,tam podziwiałyśmy każdy domek,tyle pięknych domków,ogródki,krzewy...I tak sobie gadałyśmy ,że też byśmy tak chciały::))chociaż w niewielkim ,starym ,ale mieć swój domek.Po kilku latach dobre wieści nadeszły...Jest dom ,stary ,wiekowy 70 lat...ale z drewna zdrowego...wygodny ,w ładnym położeniu..za niewielką cenę...Mieszkamy w takim kraju ,gdzie domki są prawie jednakowe::))w dachy,ganki,tarasy....Wiadomo ,że nowe to nowe i ciekawe w budowie..Ale cieszy mnie fakt ,że na starość doznaje innego życia...........................
    Podobają mi się domy z oknami wmontowane na dachu..Domek brata jest świetny i w pięknym miejscu.Braciszek ma odpowiedzialną pracę,w takim miejscu jak to,daje mu z pewnością siły ,na dalsze działanie.Pozdrawiam Aniu.

    OdpowiedzUsuń