piątek, 1 lipca 2016

BAZYLIKA - WIEŻE


GŁOWA DO GÓRY
BO NA GÓRZE CUDA !!!
 

Hełmy wież - różne, strzeliste gotyckie, cebulaste barokowe, hełmy z przeźroczami, hełmy z galeryjkami ... najróżniejsze. Dzisiaj opowiem o wyjątkowo pięknych hełmach, o hełmach krzeszowskiej Bazyliki Łaski Najświętszej Marii Panny. To jedne z piękniejszych, jakie spotkałam.



Fasada Bazyliki

Dwie ogromne wieże, wysokości 71 metrów każda i dwa ogromne hełmy. Każdy z nich ma po 21 merów, a dodatkowo w zwieńczeniu każdego stoi prawie trzymetrowy, złocony ANIOŁ-GENIUSZ. Wyobrażacie to sobie - każdy z tych hełmów ma wysokość 7 piętrowego budynku !!! Z ósmym piętrem na anioła ! W skrócie  perspektywicznym tego nie widać, ale można sobie porównać - to małe, żółte, w dolnym rogu fotografii, to jest budynek Wozowni, o którym niedawno tu pisałam. Wygląda przy wieżach jak niewielkie pudełko zapałek.



Górna część wieży południowej.

Wysokość hełmów lepiej widoczna jest na rysunku poniżej. Po cichu przyznam się, że projekt tej elewacji zajął mi mnóstwo czasu, ślęczałam nad nim całe tygodnie, jak ta pracowita mrówa. A elewacje są cztery. Po wydrukowaniu rysunek miał wielkość stołu. Kolory oczywiście barokowe, mocne i pełne ugry (nazywane przeze mnie jajecznicą) obok stonowane, wapienne biele, pięknie harmonizujące z odcieniem żółtego piaskowca, którego na tej elewacji jest bardzo dużo. Teraz jak patrzę na odnowioną elewację to się uśmiecham - cud jajecznica, całkiem jak na moim rysunku.



Monumentalna fasada, rok powstania 1733.
Jeszcze o niej dokładniej opowiem.


A TERAZ TROCHĘ HISTORII WIEŻ. Początkowo hełmy wykonane były z drewna lipowego, obłożone miedzianą blachą i mieściły wewnątrz relikwie (wspomina o tym kronika klasztoru z roku 1738). W roku 1774 trzeba było oba hełmy usunąć, bo groziły upadkiem. Na ich miejsce wykonano nowe. Jeden z nich, południowy, zachował się do dzisiaj, północny, spłonął. W 1913 roku na wieży północnej wybuchł bardzo groźny pożar. Spowodował go rzemieślnik, naprawiający miedziane pokrycie. Pożaru nie udało się, niestety, opanować – cały hełm tej wieży uległ zniszczeniu.



22.10.1913 rok


 Siedemnaście lat wieża tak stała.
Goło i niewesoło.


Hełm zrekonstruowano dopiero w latach 1929-31. W tedy to zastąpiono dawną, drewnianą konstrukcję więźby, nową więźbą, ale już żelbetową. Na szczycie oczywiście znowu umieszczono złoconego anioła-geniusza, trzymającego Serce Jezusa, zwieńczone Krzyżem. A tak przy okazji : ANIOŁ-GENIUSZ to termin używany zwykle przez historyków sztuki. Jest to postać anioła z atrybutem, będąca uosobieniem czegoś, w tym przypadku uosobieniem miłości Syna do ludzi. Anioł-geniusz to, mniej więcej, coś takiego, jak postać alegoryczna.



Montaż hełmu.

Konstrukcja hełmu w podstawowym układzie jest konstrukcją żelbetową, słupowo-ryglową. Przestrzenie między słupami wypełniają ścianki z cegły dziurawki. Zewnętrzna obudowa jest jednak drewniana, pokryta blachą miedzianą. Zwieńczenie hełmu, powyżej latarni (to, co widać na zdjęciu) ma już konstrukcję całkowicie drewnianą, z dębowymi słupami. Na środkowym słupie wyryto informacje o budowie.




Wiecha na szczycie gotowej konstrukcji.



Hełm pokryty miedzią. Jeszcze brakuje detali
Jest rok 1930


Tyle o wieży północnej. Wieża południowa przetrwała do dziś w pierwotnej, barokowej formie.Warto popatrzeć na fotografie hełmu.


           
To hełm południowy - ten autentyczny, barokowy
zrekonstruowane są tylko liście akantu 


Hełm barokowy, miedziany, zwieńczony złoconą gloriettą. Niesamowite są te odlewane z miedzi ogromne woluty i zdobienia: kampanule, wazony, kwiatony, liście akantu, całe pokrycie jest z miedzi, dzisiaj pięknie spatynowanej na zielono. Hełmy maja wielkie prześwity. Nad prześwitami unoszą się uskrzydlone głowy anielskie. Na szczycie hełmu południowego, złocony anioł-geniusz trzyma w ręce Serce Maryi, przebite mieczem i oplecione różanym wieńcem. Wewnątrz, w sercu, umieszczono niegdyś historię wieży, jest ona tam prawdopodobnie do dzisiaj. Jak wcześniej pisałam, od czasu pożaru, geniusz na wieży północnej trzyma Serce Jezusa zwieńczone Krzyżem.

 
Dwa serca na szczytach wież. Dwa symbole:
miłości Syna do Matki i miłości Syna do ludzi.


.
Na tym zdjęciu wieża nieco poniżej hełmu. Z dołu tego nie widać, więc przypatrzcie się jak przepiękne są tu płaskorzeźby i detale z piaskowca. Dziwna rzecz - na moich zdjęciach ptaki fruwają, a na tych historycznych jakoś nie fruwały ...  Tu chyba bociek rozpostarł skrzydła, na dole jakieś "wronowate".



.
Jeszcze niżej, Na poziomie gzymsu okapowego, wielkiego, kamiennego gzymsu, biegnącego pod dachem, na obwodzie całego kościoła. Gzyms płynną, falistą linią przechodzi od dachu, przez wieże, na fronton Bazyliki. Zawsze podziwiam kamienne gzymsy i precyzję, z jaką zostały wykonane. Co innego gzyms z zaprawy, wykonany w technice narzutu. Muruje się rdzeń, a potem nabiera zaprawę i za pomocą specjalnego szablonu "ciągnie" Tu niczego ciągnąć się nie da, tu jest kamień, do kamienia. A wszystkie kamienie, idealnie dopasowane na dole, muszą idealnie przylegać, po przetransportowaniu na górę. I przylegają, jak widać ! Nawet lepiej, niż idealnie, przylegają.

*

A teraz iiiii - skrzypią drzwi ... a my tup, tup, tup - wchodzimy na wieżę.




.
Takimi to pięknymi, drewnianymi, starymi, kręconymi schodami wchodzi się na poziom empory (balkonu) nad nawą główną. Nad nawą poprzeczną (transeptem) też są empory ale na nie wchodzi się osobnymi klatkami, albo wejściem od strony klasztoru.



.
Wyżej prowadzą już zwykłe schody biegowe, oczywiście też drewniane. Wieża południowa ma nagie stropy drewniane. Konstrukcja nośna dzwonów, wykonana ze stali, stoi bezpośrednio na stropie drewnianym.

Inaczej jest na wieży północnej, tu schody są stalowe. Wieża północna ma częściowo płaskie stropy na belkach stalowych, częściowo żelbetowe. Konstrukcja nośna pod dzwony wykonana jest ze stali.




.
Po drodze na szczyt oczywiście oddech złapać trzeba. Tu pierwszy przystanek. Charakterystyczne owalne okno wieżowe, z widokiem na dziedziniec. Kto lubi barok niech podziwia pięknie wykrojoną deskową balustradę. A kto nie lubi, niech nie podziwia.



HISTORIA DZWONÓW

Gdy płonęła wieża północna ogień nie oszczędził nawet dzwonów. Największy dzwon - Emanuel padł był i niestety rozbił się w drobiazgi.



Tyle z biedaka zostało


Pozostałe dzwony uratowano. Nie wróciły jednak nigdy na swoje miejsce.













.
Patrzcie jakie piękne były, jak misternie zdobione metalową koronką.
Wieża północna doczekała się z czasem zupełnie nowych dzwonów.


.
Przywieziono je pod Bazylikę w styczniu 1935 roku. A potem nastąpiło uroczyste poświęcenie.


.
Stoją rzędem, na przodzie największy i najważniejszy - Emanuel. Piękny jest ten nowy ale mnie stanowczo bardziej podobał się stary.



.
6.01.1935 roku - dzwony, jeden, po drugim, zostają wciągnięte na wieżę.



Było ich 7 i każdy miał nazwę oraz ton.

Od tego czasu niezmiennie daje się słyszeć ich piękny i dźwięczny głos. Na Aniioł Pański, w samo południe albo gdy słońce chyli się za horyzont Emanuel wygrywa melodię, wtóruje mu Benedykt i Jan Baptysta i Józef, i Laurenty i najmniejsze damskie dzwoneczki Katarzyna i Barbara.



.
Na koniec niespodzianka - przydybałam jeden ze starych dzwonów. Niewielki dzwon z łacińską inskrypcją i imieniem słynnego opata Rosy, opata, za czasów którego Krzeszów rozkwitał najpiękniej. Myli się ten, kto myśli, że dzwon przydybałam na jednej z wież. Nic podobnego. Jegomość spoczywa sobie spokojnie na poziomie empory, na parapecie jednego z wielkich okien transeptu (nawy poprzecznej). Nie zobaczycie go jednak, bo wejście na ten fragment balkonu prowadzi z klasztoru ... a klasztor klauzurowy jest. Ja tam byłam, zobaczyłam i ... i zobaczcie też.



*




1 komentarz:

  1. Witaj Aniu.
    Jak widzę otworzyłaś nowy blog. Robi się coraz ciekawiej.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń