niedziela, 22 maja 2016

DUSZNIKI



STAROŚĆ


złota jesień, uśmiechnięta twarz seniora z reklamy.
Dom starców - przymusowe szczęście, czy może smutne getto ?

Kolejny tydzień otwieram komputer i wchodzę w świat starszych ludzi. Próbuję, na ile potrafię, ułożyć im życie w  Wielkim Domu.
Stu pensjonariuszy, stu różnych ludzi z różnymi historiami, z różnymi charakterami. Taki dom musi być dla jednych azylem spokoju i schronieniem w samotności, którą wybrali świadomie i do której przywykli. Dla innych musi być namiastką życia w rodzinie, musi zastąpić bliskość dzieci czy uśmiech przyjaciela, o ile da się to czymkolwiek zastąpić. Jeszcze dla innych to ma być oddech po pracowitym życiu, miejsce radosnego czerpania tego, co życie nam daje. Są też tacy, dla których to ma być już tylko zapewnienie opieki w ich zamkniętym świecie, do którego dostępu nie mają  nawet najbliżsi.

Niezmiernie trudno jest połączyć te światy w Wielkim Domu.
Domu, który wcześniej był szpitalem. Ten fakt z jednej strony ułatwia, bo pokoje duże, drzwi szerokie, korytarze przestrzenne, schody wygodne ... z drugiej strony utrudnia, bo piętno szpitala zawsze jakoś zostaje, choćby w takim koszarowym porządku, w układzie pomieszczeń.

Najpierw opowiem o obiekcie :





.
Dom został wybudowany w roku 1891
jako szpital katolickiej fundacji Sióstr Elżbietanek.
Tak właśnie wtedy wyglądał. Jednak tylko przez kilka lat funkcjonował w takim kształcie. Już w 1898 roku rozpoczęto rozbudowę. Najpierw dobudowana została kaplica Najświętszego Serca Jezusa, zajmująca lewe skrzydło szpitala. W 1914 roku dobudowano prawe skrzydło szpitala, tak, że tworzył on teraz literę C. W roku 1924 rozbudowano drugie piętro a 1936 nadbudowano piętro trzecie, ukryte w mansardowym dachu.




.
Szpital otrzymał taki wygląd..
Tak dotrwał do 1946 roku, kiedy to przeszedł na własność Skarbu Państwa. Trochę w nim pozmieniano, rozbudowano wejście, dobudowano część zabiegową

Obiekt mieści się w znanym uzdrowisku, na skraju parku zdrojowego.
Powietrze cudowne. Otwierasz okna widok na góry albo na parkowe alejki z ławeczkami. Wystarczy wyjść, przejść przez jezdnię i można wmieszać się w kolorowy tłum kuracjuszy, jak oni ponarzekać co boli, potęsknić za młodością. Można z ławeczki obserwować rozbrykane dzieciaki włażące do każdej fontanny. Można pójść do kawiarenki. Można wieczorem, z okna swojego pokoju, obserwować dziko zakochane pary przemykające cichcem do domów zdrojowych. Można posłuchać jak z parku dobiega muzyka, można zapomnieć o samotności, o bólu ... przynajmniej na chwilę.




.
Dom ma swój charakter, ma duszę, Chociaż stylem nie wyróżnia się od innych, uzdrowiskowych domów bardzo łatwo tu trafić.
Jak przed laty sygnaturka nad kaplicą zdaje się mówić - to tu !
Widać ją z daleka. Trudno się zgubić.




Mieszkańcy nie muszą się czuć wyobcowani czy jakoś specjalnie traktowani są cząstką normalnego świata. Nawet tabliczka nad drzwiami niczego specjalnego nie zasugeruje. STREFA SENIORA - tak będzie się, w przyszłości, nazywał ten piękny i wielki dom. Tak nazwał go Inwestor. Ja w duchu nadałam mu imię Wielki Dom i tak będę go nazywała.


.
Niestety, w takim stanie jest teraz obiekt.
Czas zrobił swoje a jeszcze dość długo dom stał pusty i niszczał. Dwa lata temu zrobiliśmy projekt zabezpieczenia dachu i renowacji elewacji. Zlikwidowałam paskudną, współczesną dobudówki do wejścia.
Dom otrzyma pierwotną formę i pierwotną kolorystykę. Delikatne odcienie błękitu. Historii stało się zadość



Projekt elewacji. frontowej. 
Tak będzie wyglądał obiekt po remoncie. Przy żółtym, kamiennym cokole i czerwonej dachówce błękitne ściany wyglądają nieco bajkowo. Ucieszyłam się kiedy pod wierzchnią farbą pokazały się takie pierwotne kolory. Dom będzie wesoły, przynajmniej na pierwszy rzut oka.



A to już elewacja boczna z widokiem kaplicy.
Kaplica zakończona jest takim trochę niezwykłym, eliptycznym wykuszem. Wewnątrz pomieszczenie zajmuje dwie kondygnacje. Ma nawet prawdziwy, niewielki chór.



Tak wyglądała elewacja tylna w trakcie remontu dachu i wymiany pokrycia. To miejsce jest piękne i magiczne o każdej porze roku ale w zimie błękitna elewacja zaświeci jak bajkowy pałac. Czerwona, wesoła dachówka a na tle błękitnych ścian ozdobny detal, w kolorze zbliżonym do żółtego piaskowca, z którego zrobiony jest cokół. Na tle zieleni i letniego nieba to trochę zniknie ale na białym śniegu - będzie miodzio !

Stara więźba dachowa. 


Ciekawy dość układ konstrukcyjnych elementów.
Tak wyglądała, gdy pierwszy raz pojechaliśmy tam mierzyć i robić dokumentacją fotograficzną.



Tradycyjnie pokazuję więźbę, bo mam ogromny sentyment do dawnych, zmyślnych konstrukcji ciesielskich. Lubię zapach starych strychów, zwłaszcza jak są nagrzane słońcem.
Nie pokażę rzutów kondygnacji. Jak Dom zostanie ukończony Inwestor sam go zareklamuje i pokaże tyle ile będzie chciał, nie pytałam więc pozostawię rozkład pomieszczeń w kategorii zawodowej tajemnicy. Czasem zbytnich szczegółów lepiej nie pokazywać. 
Kuszą nie tego, co potrzeba.




Po zdjęciu istniejących dachówek i założeniu izolacyjnych folii wnętrze strychu wyglądało niesamowicie. Przede wszystkim ten specyficzny kolor drewna i fantastyczna widoczność każdego, najmniejszego detaliku. Przy sztucznym świetle nigdy tak się tego nie zobaczy. Czułam się niemal jak na filmie, gdzie artysta malarz ma swoją pracownię pod szklanym dachem, pod samymi chmurami.



***

Teraz siedzę nad projektem wnętrza. Kombinuję jak ułożyć to ich życie bezpiecznie a jednocześnie wygodnie i z odrobiną luksusu. Luksusu, który powinniśmy im podarować. Niech cieszą się wspomnieniami ale też życiem, które się jeszcze nie zamyka, które jeszcze tak wiele może dać.

Przede wszystkim mały własny mały świat. 
Pokój, azyl, własny kąt. Ile osobowości tyle różnych rozwiązań . 
Pokoje są duże i jasne. Najczęściej jedno lub dwuosobowe. Wbrew pozorom jedynki nie mają największego powodzenia. W dwójkach mieszkają małżeństwa albo ludzie, którzy nie znoszą samotności. W większości nie znoszą. Każdy pokój ma własną łazienkę, duże okno, przez które widać niebo z ptakami i góry, i park.
Są pokoje wygodnie urządzone, z telewizorem, telefonem, bujanym fotelem, lampą, dającą miłe delikatne światło. Są podręczne lodówki i biurka. Są też pokoje puste, takie, do których można przywieźć własne meble, własny telewizor, nawet własny telefon.

Coś dla ducha - piękna kaplica po Elżbietankach. Kaplica ma swoisty nastrój, półkoliste prezbiterium i chór. Jest w spokojnej części domu oddalona od gwaru. Można przyjść posiedzieć pomodlić się nawet w ciągu dnia. Obok kaplicy zakrystia kapelana. Kapelan to w Wielkim Domu prawie domownik.

Coś dla ciała - jedzonko pyszne być musi a najlepiej, żeby domowe przypominało. I zero tolerancji dla salmonelli czy gronkowca.  Duża nowoczesna kuchnia spełnia najostrzejsze wymogi sanepidu. Sama kuchnia, w takiej kuchni, to mały pikuś, potrzebnych jest jeszcze wiele pomocniczych pomieszczeń i brudna przygotowalnia i zmywalnia i magazyny i szatnie i socjalne pomieszczenia pracowników. Połowę kondygnacji zajmuje. Podawanie jedzenia, w tym wielkim domu, też jest skomplikowane. Są przecież pensjonariusze chodzący i tacy, co nie opuszczają własnych pokoi. Niektórzy lubią towarzystwo i tylko w towarzystwie im smakuje a inni delektują się w samotności. Pensjonariusze chodzący i towarzyscy mają do dyspozycji jadalnię która, czasem pełni też funkcję kawiarenki. Z boku barek - można przyjść, usiąść, spotkać się choćby z rodziną, czy znajomymi, można zaprosić zapoznanych kuracjuszy. Dla pacjentów "pokojowych" na każdym piętrze jest kuchenka oddziałowa połączona z kuchnią dźwigiem. Wygodnie rozwozi się posiłki.
Piętra mają też części medyczne, gabinety lekarza i pielęgniarek. Ktoś musi cały czas czuwać nad pensjonariuszami, takie jest życie.

Do Wielkiego Domu wchodzi się jak do sanatorium. Obiekt miał dwie klatki teraz, dla bezpieczeństwa i wygody, dostał trzecią, szeroką,  żelbetową usytuowaną tuż przy windzie i recepcji. A w recepcji można sobie kupić wodę mineralną i prasę codzienną, jakieś słodycze czy drobiazgi. 
Na każdym piętrze jest patio, miejsce blisko schodów i windy. Będą tam stały wygodne kanapy. Tylko sobie usiąść i obserwować, kto wychodzi, kto przychodzi, do kogo przyszli, kto fatalny berecik ubrał a kto ma odlotowe adidasy. I poplotkować sobie tu można ile dusza zapragnie, a co !

Ruch to zdrowie a tego seniorom brak, nawet bardzo brak. 
W naszym Wielkim Domu sporo miejsca służyć będzie temu właśnie celowi, jak w domu zdrojowym, czy w sanatorium. Będziemy tu mieli basen, siłownię a nawet dwie sauny. Będzie wielka sala do ćwiczeń rehabilitacyjnych. Będzie zaplecze dla terapeutów.  
A kto może, to ruch na świeżym powietrzu. Kijki do ręki i w drogę !



Okolica kusi pięknem, oj, kusi ! Cisza, spokój, tylko rowerzyści przemykają. Wiosną na zboczu góry kwitną sosny, jesienią drzewa mienią się wszystkimi kolorami. Kapie złoto, płonie purpura - tylko brać, cieszyć się, smakować życie i dziękować za nie.



Latem zieleń we wszystkich odcieniach, od seledynu po ciemną, głęboką, butelkową. W stawie przegląda się świat, tyle ma do dania wszystkim nawet, a może zwłaszcza, seniorom. Oni mają czas. Nigdzie nie pędzą, nic im nie umyka. Mogą się delektować pięknem.



Na brak towarzystwa można się nie uskarżać. 
W ostateczności kaczki dadzą się przekupić kawałkiem bułki a jak się rozgadają, jak kłapną dziobem ! od razu weselej na duszy się robi..
Czego więcej chcieć, woda, góry, po drodze piękny park zdrojowy  a w parku ławeczki.. Może tylko bliskiej dłoni brakuje albo ciepłego spojrzenia, bliskiego uśmiechu.




Cały czas sobie myślę, co też mi wyjdzie z tego projektu, co zafunduję starszym ludziom, do których od zawsze mam wielki sentyment, których zwyczajnie lubię. Czy to będzie miejsce z szansą na odrobinę szczęścia, nawet jeśli jest to szczęście przymusowe ? Czy będzie to wystarczająco otwarty świat dla zamkniętych we własnym świecie ludzi?

Trzymajcie kciuki, żebym czegoś ważnego nie przegapiła, żeby przypadkiem, niechcący, nie wyszło mi smutne getto. Tego boję się najbardziej, nie przepisów czy wymogów. Od przepisów i wymogów mam głowę i doświadczenie do reszty potrzebne jest serce.
Ale czy moje wystarczy ?

*





PENSJONAT POD BIAŁYMI ORŁAMI


CUD MIÓD

architektoniczny cymes
Tylko popatrzcie - historyczny projekt pałacyku, rysowany w 1873 roku.
Autentyczny, stary projekt z podpisami architekta i z pieczęciami na okładkach. Pięknie rysowane elewacje no i oczywiście rzuty.




To elewacja boczna z fantazyjną wieżą południową .
Na zdjęciu poniżej elewacja paradna, ogrodowa. W centralnej części elewacja ma ryzalit, czyli występ. Detale ryzalitu są bardzo ozdobne, podobnie jak detale wieżyczki.







.
cudowne, odręczne rysunki,
datowane - september 1873




.
Tak architekt w 1873 roku rozplanował willę.
Zauważcie, że już wtedy planowano pokój kąpielowy przy pokoju sypialnym państwa. Blisko pokoju kominkowego, żeby zapewnić błogie ciepełko pani domu. Był też ogólny badzimmetr a przy nim miejsce ustronne co to piechotą się chodzi. Na planie miejsce to przypomina naszą sławojkę, czyli wychodek z serduszkiem (patrz powyżej klatki schodowej). Były schody dla służby, łączące piętro z parterem. Widać jak funkcjonowało ogrzewanie. Do niedawna był jeszcze ponoć jeden z narożnych rzeźbionych kaflowych pieców.

W mojej pracy takie dokumenty to prawdziwy "biały kruk".
Spotykam setki materiałów ikonograficznych, planów, map, starych pocztówek i obrazów ale są to wszystko fotografie i rysunki istniejących obiektów a tu - projekt czegoś, co MIAŁO dopiero powstać !!! ...
No, najsłodszy miód na serce architekta.

Nie wiem, czy pałacyk kiedykolwiek dokładnie tak wyglądał, jak go zaprojektowano na trzech pierwszych rysunkach.




.
To najlepiej zachowany fragment obiektu.
Detal z pewnością jest pierwotny ale teraz willa ma paskudny dach, kryty papą a na dokładkę, w miejscu romantycznych lukarenek, socrealistyczne lukarny. Prześliczne, kute, koronkowe balustrady, zwieńczające mansard, walają się smętnie na strychu, delikatne, świetliste, ugrowe odcienie elewacji zostały zaciapane agresywnymi farbami emulsyjnymi - obraz nędzy i rozpaczy.






.
Dobrze, że detal na elewacji w większości ocalał w stanie pozwalającym na wykonane zabiegów konserwacji. W zasadzie niewiele trzeba odtwarzać. Gorzej z profilami ciągnionymi to znaczy gzymsami i obramieniami okien. O balkonach to już nawet szkoda mówić.




.
Drewno zupełnie przegniło. Winowajcę widać jak na dłoni. Niebo romantycznie przegląda się w balkonowej kałuży a woda drąży cegły i niszczy płytę i zżera gzymsy ... eeech, do bani z takim romantyzmem

Do wojny willa była bogatą rezydencją podmiejską. Dzisiaj to piękny pałacyk w obrębie miasta, a dokładnie mówiąc Jeleniej Góry. Po wojnie w pałacyku (willi) mieściła się szkoła podstawowa a potem jakieś jednostki oświatowe. Dość długo niszczała. W końcu zakupił ją prywatny inwestor z przeznaczeniem na pensjonat.




.
Będzie to "Pensjonat Pod Białymi Orłami"
strzegą go przecież te wspaniałe ptaszyska.

Dzięki Bogu poprzednim użytkownikom zabrakło pieniędzy na wymianę stolarki i takim sposobem ocalały panoramiczne okna z giętymi szybami. Prawdziwy rarytas, dzisiaj niewiele takich się zachowało.




Gięta stolarka okienna to jeszcze mały pikuś ale gięte szyby !
Tak zwane szyby panoramiczne, trzeba było w tamtych czasach specjalnie zamawiać i specjalnie wykonywać. Tylko niektórych bogaczy stać było na coś takiego. Właściwie to nie dziwię się tak pięknej stolarce bo przez okna było co podziwiać. Za tymi wieżowymi rozciągał się przepiękny widok na łagodne wzniesienia Karkonoszy.




.
Przez inne okna oglądać można było fosę albo park.
Zwykle takie panoramiczne, gięte szyby spotykało się w witrynach ekskluzywnych sklepów a tu - proszę, w podmiejskiej willi .    

Ocalały kryształowe, ornamentowe, szybki w zabytkowych drzwiach i piękne, barwione kobaltem szkło. Na niewielkiej, przeszklonej werandzie dawały niezwykły efekt, takiego trochę nierealnego, niebieskawego światła a właściwie błękitnej poświaty.




.
Oprócz detalu i stolarki zewnętrznej ocalały zabytkowe wnętrza. Stare drzwi , stare parkiety a nawet stare drewniane okiennice. Wnętrza, pomimo zniszczenia zachowały swój niepowtarzalny klimat.





.
I jeszcze ta klatka schodowa !!! Cudna !
Niestety, chociaż tak urokliwa to jednak chodzi się po niej kiepsko. Cóż, w dawnych wiekach państwo tylko z parteru na piętro a z piwnicy przeważnie służba po krętych schodach na poddasze biegała.
Teraz to ma być ekskluzywny pensjonat, gwiazdki i wymagający goście.




.
Na szczęście przy klatce schodowej przed samą wojną umieszczono wychodki, wychodki wyburzyć się dało, bez szkody dla obiektu, i w tym miejscu zaprojektowałam szklaną windę, wilk syty i owca cała, znaczy się Inwestor zadowolony, niepełnosprawni goście mają dostęp a Konserwator Zabytków nie dostał zawału ...
w końcu wychodki były wtórne.

Najbardziej tajemnicze są zawsze w takich obiektach poddasza.




.
Nie tylko piękne więźby ale także porzucone skarby.
Tutaj znalazły się nie tylko stare drzwi ale prawie wszystkie elementy pięknej kutej balustrady, która pierwotnie zwieńczony był mansardowy dach. Widać je w głębi, oparte o komin. Dzięki takim skarbom udało mi się przywrócić pierwotny wygląd dachu.

 A TERAZ MOJE RYSUNKI
Wykonałam je w komputerze 135 lat później !
.
Każda kreska zapisana jest "matematycznie" w technicznym programie auto-cad. Niestety, w dzisiejszych czasach romantyczne szkice nie wystarczają. Nie ma lekko !




.
Pierwszy rysunek to inwentaryzacja elewacji
(zrzut z ekranu mojego komputera).
W oczy rzucają się szczególnie brzydkie lukarny dachowe, które ktoś niezbyt umiejętnie wykonał w miejscu fantazyjnych lukarenek, które zachowały się jeszcze po wojnie. Papa na dachu, czego rysunek nie pokazuje jest tak paskudna, że woła o pomstę do nieba. Na domiar złego udaje dachówkę w buraczanym kolorze.





.
Drugi rysunek (ten powyżej) to już projekt tej samej elewacji.
Na tym rysunku widać jak zmieniłam obecny wygląd pałacyku
Z wielką radością zlikwidowałam socjalistyczny, papowy dach i zaproponowałam pokrycie z dwukolorowego łupka - jak na historycznym projekcie. Teraz można taki dostać. Paskudne, socrealistyczne lukarny zmieniłam według starego rysunku. Piękna kuta balustrada, odnaleziona na strychu, też znalazła swoje miejsce w zwieńczeniu mansardu.

Na obydwu rysunkach zostawiłam nasz znaczek firmowy. Na rysunku drugim jest też mój odręczny podpis.




.
We wnętrzu udało mi się zachować historyczny układ
no i oczywiście cudowną klatkę schodową.
Rzutów obiektu nie pokażę, bo nie wiem, czy właściciel by sobie tego życzył. Pokażę przekrój. Popatrzcie na rysunek - obok klatki, w miejscu dawnych wychodków, jest winda. Współczesna, cała przeszklona.




.
I jeszcze, zgodnie z tradycją, pokażę więźbę dachową.
Dobrze widać przenikanie elementów na rozczłonkowanej bryle obiektu.




.
Pensjonat ma piękne położenie.
Otacza go stary park i fosa. Nie ma tam wody, teraz to zalesiona skarpa z kamiennymi schodami. Przed wejściem głównym jest jednak paskudny, pusty, wyasfaltowany plac (ten czerwony prostokąt). Pod placem wybudowano po wojnie najazdowy bunkier na skład opału.. Musiałam sobie jakoś z tym paskudztwem poradzić.






.
Pensjonat miał być ekskluzywny i miał mieć spa.
Trudna sprawa, bo nie chciałam dzielić i niszczyć historycznych pomieszczeń. W końcu sposób znalazłam - pod placem wejściowym, w tym betonowym bunkrze na węgiel, zaprojektowałam podziemne spa. Żeby doświetlić wnętrze wymyśliłam fontannę. To ten ozdobny element, który "oprawiłam" w eliptyczny placyk rekreacyjny z amfiteatralnie ustawionymi ławkami. Tak jakoś, przyszło mi do głowy. Ciekawe, czy to zrealizują. W każdym razie mają zamiar.
Fontanna znajdzie się nad bunkrem, dokładnie w miejscu, gdzie zaprojektowałam wannę jacuzzi. To będzie szklana kopuła w suficie, kopuła ta, od zewnątrz, znajdzie się w centrum fontanny i będzie po niej spływała woda ... Siedząc w wannie można będzie, przez strumienie spływającej wody, widzieć niebo. Nocą fontanna będzie podświetlona. Mam nadzieję ...

 A teraz trochę zagadkowe zdjęcie :


 .
Gdyby ktoś nie wiedział co to jest, to informuję:
to jest baza kolumny, kompletnie zniszczona.
Teraz "moje" cudo tak właśnie wygląda.

Kiedyś opublikuję tę samą kolumnę po konserwacji .


*




NOWA RUDA - KOŚCIÓŁ ŚW. ANNY


MATKA 
ZADŻUMIONYCH

ich patronka - Święta Anna.
Wiedzieliście ? ja do tej pory nie miałam pojęcia.
Siedzę właśnie, jak ta mrówa, nad nowym projektem renowacji niewielkiego kościoła w Nowej Rudzie.
Góry Sowie, pasmo Wzgórz Włodzickich, jeden ze szczytów, górujący nad Nową Rudą - Góra Świętej Anny. Na niej przedmiot mojej pracy kościół a właściwie to kaplica poświęcona tej właśnie Świętej.



Schowana wśród drzew.
Prawie na samym szczycie, wyżej już tylko kamienna wieża widokowa.

Do kaplicy prowadzą drogi i dróżki przy których niegdyś mnóstwo było kapliczek, tak zwanych "kapliczek dżumowych". Tworzyły pątniczy szlak.
Zbudowano je jako wotum dla Świętej. Budowali uratowanych od zarazy, która w 1680 roku uśmierciła prawie tysiąc mieszkańców Nowej Rudy.
Kapliczki "dżumowe" nie przetrwały do naszych czasów. Istniały jeszcze po wojnie ale zostały zdewastowane i powoli popadły w ruinę.




Pierwszą,  drewnianą kaplicę wzniesiono w tym miejscu prawdopodobnie w roku 1515 roku. Umieszczono w niej obraz Świętej Anny Samotrzeciej.
Obraz i kapliczkę otoczono czcią, stały się one miejscem kultu tej Świętej
Ale przyszła reformacja, kaplicę zaniedbano i zapomniano do tego stopnia, że koło 1600 roku zawaliła się.
Obok sterty połamanych belek na drzewie umieszczono obraz Świętej Anny. I tak trwało aż do roku 1644, kiedy to, na polecenie właściciela dóbr noworudzkich Bernharda II von Stillfrieda, wybudowano nową kaplicę, tym razem murowaną.

Ta właśnie  kaplica przetrwała do naszych czasów. Jest ona jedną z pierwszych barokowych kaplic górskich zbudowanych na terenie ówczesnego Hrabstwa Kłodzkiego.
W  latach 1662 -1665 do kaplicy dobudowano pustelnię.
Znacznie później, bo  w 1903 roku pustelnię powiększono o niewielkie pomieszczenie. Kaplica kilkakrotnie była remontowana, pierwszy raz w 1770 roku, następne remonty przeprowadzano w dziewiętnastym wieku.





.
Kaplicę zbudowano na bardzo ciekawym rzucie.
Jedni twierdzą, że sama kaplica to trójliść
inni przychylają się do tezy, że to ośmiobok (?) z półkoliście zamkniętym prezbiterium. Mnie tam rzut kaplicy, razem z pustelnią, przypomina ozdobny klucz. Nic na to nie poradzę.
Dach kaplicy wysoki, kombinowany.
Półstożkowy, dwuspadowy, trójpołaciowy, ożywiony sygnaturką.




Pokrycie dachu w tej chwili paskudnymi arkuszami blachy ocynkowanej.
Pierwotnie dach kryty był gontem drewnianym a później później łupkiem. To dla mnie ważne wiadomości bo w projekcie zajmujemy się renowacją nie tylko więźby dachowej ale również pokrycia dachu.
Będziemy starali się przywrócić nie tyle drewniany gont, co właśnie ten trochę późniejszy łupek.




Na wieżyczce a właściwie sygnaturce, widać mały dzwon.
Ciekawe - co też znajduje się w złoconej, repusowanej kuli ?

Do wnętrza kaplicy wchodzi się przez pięknie sklepiony podcień.
Ten właśnie podcień stał się sprawcą wstrzymania prac projektowych. Kiedy w zeszłym roku przystąpiliśmy do inwentaryzacji obiektu zaczęłam bacznie przyglądać się tynkom. Wypatrzyłam "pechowo" że pod wtórnymi nawarstwieniami wypraw, w miejscach, gdzie poodpadały, pokazuje się jakaś warstwa kolorystyczna. Na tynkach sklepień, w polach sklepiennych i na gurtach, zauważyłam wyraźne błękity i mniej wyraźne czerwienie a ponieważ wewnątrz obiektu są piękne polichromie to od razu zaświeciła mi się czerwona lampka.  Powiedziałam inwestorowi, że czeka go niestety bardzo "bolesna" czyli kosztowna operacja - wykonanie badań stratygraficznych.
Projekt na etapie inwentaryzacji został zawieszony. Teraz okazuje się, że konserwatorzy kończą badania. Na dniach dostanę wyniki a że projekt potrzebny na wczoraj więc tera ślęczę i przygotowuję tak, by dwa dni po wprowadzeniu wyników oddać . Ufff - teraz to się spieszę.




Z podcienia wchodzimy do kruchty.
Dwukondygnacyjna kruchta posiada na piętrze przepiękną emporą muzyczną, inaczej mówiąc - chór.
Nie zajmuję się wnętrzem kaplicy. To praca dla specjalistów konserwatorów. Wystrój wnętrza kaplicy dosyć bogaty. W prezbiterium ołtarz główny z dwiema kolumnami korynckimi z 1760 roku. Obok ołtarza barokowa ambona. Prezbiterium od reszty kaplicy oddziela kamienna balustrada z 1744 roku. Przed prezbiterium znajdują się dwa neogotyckie ołtarze z 1882 roku.

Mnie interesują ściany zewnętrzne i dach.
Ściany zewnętrzne kościoła  wzniesiono z kamienia i cegły.  W całości otynkowano. Strach mówić w jakim stanie znajdują się teraz.
Obraz nędzy i rozpaczy.





.
Na elewacjach kaplicy zachował się
skromny wystrój architektoniczny w postaci pionowych lizen i rozbudowanego gzymsu okapowego. Na zdjęciu widać właśnie ten gzyms. Wykonany z czerwonego, noworudzkiego piaskowca. Niestety widać jak bardzo skorodowany jest kamień.






.
W zbliżeniu można ocenić kolor pierwszej warstwy tynku - to jasny ugier.
Otwory okienne i drzwiowe kaplicy, w większości, ujęte są w proste obramienia, wykonane z czerwonego, noworudzkiego piaskowca. Cechą charakterystyczną są tak zwane "uszaki" .





.
O - uszak to takie coś, co znajduje się na rogach obramienia drzwi.
Na opaskach okiennych wyraźnie widać, jak dołem, spod buraczanej, farby wygląda piękny czerwony piaskowiec. Z takiego piaskowca wykonany jest też cokół i stopnie wejściowe. Czerwone piaskowce są bardzo charakterystyczne dla noworudzkich obiektów, w końcu tu piaskowce te się wydobywa.




Tynki elewacji w dużym stopniu są tynkami pierwotnymi, barokowymi,
z późniejszymi nawarstwieniami powłok malarskich.
Na zdjęciu ten ponakłuwany charakterystycznie to właśnie tynk barokowy. Tynki w większości zachowane w złym stanie technicznym; zawilgocone, skorodowane, miejscami odspajają się od podłoża. W partiach cokołowych, szczególnie nad piaskowcem, występują koszmarne wysolenia.
Staram się jak mogę by maksymalnie dużo z tych tynków zachować. Dzisiaj piszę właśnie program renowacji .

A teraz wchodzimy wyżej.



Drewniana, barokowa, kręta klatka schodowa.
Prowadzi na poddasze. A tam piękna barokowa, drewniana więźba. Można podziwiać starą konstrukcję, można też, drabiną, dostać się do wnętrza sygnaturki.
To znaczy - kto może, ten może.





.
Prawie wszystkie elementy więźby były widoczne. W związku z tym nasze badania pozwoliły ustalić, że cała więźba dachowa porażona jest przez techniczne czynniki korozji drewna - znaczy licho majstrowało !!! Zróżnicowany jest tylko stopień porażenia. Niektóre elementy więźby dachowej zostały bardzo przeżarte. Inne da się uratować lub odpowiednio wzmocnić.




.
To przekrój przez fragment więżby, tuż nad prezbiterium
Zdjęcie poniżej pokazuje ten właśnie fragment. Widać dobrze kawałek ceglanego sklepienia.




.
Elementy więźby wydają się zdrowe ale wewnątrz, pod pozornie dobrą powierzchnią drewna, można napotkać całe siedliska chodników larwalnych z zawartością wydzielin larw owada spuszczela w postaci mączki drzewnej. A na domiar złego w miejscach narażonych na zawilgocenie spowodowane nieszczelnością pokrycia dachowego, występuje korozja biologicznej. Czyli jak nie urok to przemarsz wojsk.
Nie ma lekko

Więźba jak więźba ale stropy !!!
Stropy drewniane pustelni przedstawiają opłakany stan.
Widać, że kropla znacznie szybciej drąży drewniane bele niż skałę.




Strach stanąć pod  czymś takim.
Tupniesz w podłogę i strop na głowie może wylądować.



.
Proszę, jak pięknie wyrosły sobie grzyby !
No wprost cud miód ultramaryna, a właściwie huba.

Wkrótce projekt zabezpieczeń i renowacji dachu a także renowacji elewacji będzie gotowy.
Moja w tym głowa.
Może kolorystyka będzie wyglądała tak, to bardzo prawdopodobny wariant.  A może badania przyniosą niespodziankę ?. W przyszłym tygodniu będzie wiadomo.
To jest wstępny projekt , kolory "w charakterze epoki"





.
Zobaczymy co na to inwestor i konserwator ale pokusiłam się o miedziane pokrycie hełmu sygnaturki. Na starych sztychach miał kolor zielony więc chyba była to miedź.

Wkrótce pewnie ekipa ruszy do prac budowlanych.
Czas po temu najwyższy !
Może jak skończą się prace to miejsce ożyje.
Na ikonografii z 1805 roku widać święto Patronki. Co roku, 26 lipca odbywały się tu odpusty a ludzie tłumnie ściągali z całej okolicy.




Może , jak niegdyś stanie się miejscem kultu i pielgrzymek.
Może ktoś pomyśli o odtworzeniu pątniczego szlaku.

Może ... wszystko jest przed nami
a ja mocno trzymam kciuki żeby się udało
To cudne miejsce warte jest przypomnienia


*